Swoją przygodę z bieganiem rozpoczęłam wiosną 2010. Pamiętam jak dziś swoje pierwsze wyjście w teren. Oraz smak goryczy, rozczarowania i porażki w drodze powrotnej do domu. Czym były one spowodowane?? Już piszę całkowitym brakiem kondycji. Bieganie co może być w tym trudnego?! Wszystko i zarazem nic. Smak przegranej z samą sobą mocno wpłyną na moją motywację. Po krótkiej refleksji doszłam do wniosku, że nie dam tak łatwo za wygraną. Zaczęłam biegać co 2-3 dzień. Początkowo po 15 czy 20 minut i nie ukrywam nie były to biegi tylko raczej marsz. Ktoś może zapytać jaki to ma sens ? Dla osoby,która całe dnie spędza w samochodzie lub przed monitorem to nie lada wyczyn.
Latem postanowiłam zakupić pierwszą parę butów do biegania. Nie byłam w pełni pewna zasadności tego zakupu. Bieganie nadal stanowiło dla mnie ogromne wyzwanie, ale zaczęła towarzyszyć temu również radość i satysfakcja.
Zdecydowałam się na model NIKE INCINERATE.
Z jakim efektem? Oszałamiającym!!! Już przy pierwszym plenerowym " biegu" ;) zauważyłam ogromną różnicę. Lepsza amortyzacja spowodowała, że moje nogi nie męczyły się tak jak dotychczas. Nieprzyjemny ból w łydkach praktycznie przestał dla mnie istnieć. Materiały z których wykonano moje biegówki pozwalają na lepszą wentylację stopy. Dbanie o buty nie sprawia żadnych trudności. Po kilku "przebieżkach" wrzucam je do pralki i sprawa załatwiona. Model NIKE INCINERATE pokochałam do tego stopnia, że kilka miesięcy temu kupiłam kolejną parę.
Ale o tym i efektach biegania napiszę następnym razem:)
pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz