czwartek, 22 sierpnia 2013

Biegam i co z tego mam

W przypadku mojej osoby w joggingu najbardziej pociąga mnie to, że w trakcie biegu myślę tylko o tym jaki dystans mam do pokonania. Pisałam już o ciężkich początkach. Teraz chciałabym wspomnieć o tym, że jeśli pokochasz bieganie, ono pokocha Ciebie :)

Pokonywanie coraz większych odległości oprócz satysfakcji powodowało również pewne zmiany w mojej sylwetce. Nigdy nie mogłam powiedzieć o sobie "gruba", ale tak jak każdy mam obszary które wymagają zwiększonej uwagi. W moim przypadku jest to brzuch. I tu sytuacja zaczyna się komplikować. Ta część ciała otłuszcza się najszybciej. Natomiast zgubienie nadmiaru tkanki tłuszczowej to prawdziwa gehenna.
Zaufane osoby z mojego otoczenia, które znają się na rzeczy poleciły mi właśnie bieganie.

Pierwsze efekty zaczęły pojawiać się stosunkowo szybko. Niestety chudłam nie tam gdzie chciałam. Postanowiłam jednak nie zniechęcać się i dalej nad sobą pracować. Zamiłowanie do makaronów i wszelkiego rodzaju klusek nie ułatwiało mojej walki z oponką.
Zaczęłam popadać w zwątpienie i odpuszczać treningi. Bo przecież tak się staram a tu nic.
Miałam więc swoje lepsze i gorsze chwile.

Przełom nastąpił na początku 2013 roku. Zimą powróciłam do regularnego biegania na bieżni. O dziwo mój organizm zareagował na dodatkowy wysiłek szybkim spalaniem tkanki. Muszę przyznać, że od początku roku straciłam 6 kg. Wygląd moich nóg jest dla mnie powodem do zadowolenia. Udało i łydki stały się bardziej smukłe. Pomarańczowa skórka, będąca powodem do zasłaniania nóg przestała istnieć :)
Niestety mój śmiertelny wróg nie daje za wygraną. Brzuch jak miałam tak mam. Może już nie tak okazały jak kiedyś ale jednak wciąż nie satysfakcjonujący mnie. Etap odtłuszczania mam już za sobą teraz zaczynam wdrażać ćwiczenia na mięśnie brzucha. O efekt napiszę za czas jakiś

pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz